Wieści ze świata Wikimediów

Rok obrzędowy z Wikipedią w terenie

Wikipe-tan, maskotka 'Roku obrzędowego'

Wikipe-tan, maskotka ‚Roku obrzędowego’

Rok obrzędowy z Wikipedią – projekt Muzeum Etnograficznego w Warszawie i Stowarzyszenia Wikimedia Polska – trwa. Zespoły złożone z pracowników Muzeum, wolontariuszy oraz wikipedystów odwiedziły 4 z 7 miejscowości w projekcie. Uczestnicy wykonali zdjęcia obrzędów, zarejestrowali je na wideo, przeprowadzili wywiady z mieszkańcami i organizatorami obrzędów. Najbliższe miesiące upłyną na edytowaniu haseł i sekcji o obrzędach w oparciu o źródła przygotowane przez pracowników PME i wolontariuszy oraz ilustrowaniu ich nowymi materiałami z wyjazdów (zapraszamy wszystkich zainteresowanych do włączenia się do akcji!). W ostatni weekend Klara Sielicka-Baryłka i Marta Moraczewska opowiadały o projekcie w Polskim Radiu 24.

A jak wyglądały same wyjazdy? Zapraszamy do lektury pierwszego odcinka relacji napisanych przez uczestników projektu. Na początek przedstawiamy relację z wyjazdu do Miasteczka Śląskiego (zwyczaj topienia Marzanny i Marzanioka oraz wnoszenia do miasteczka tzw. Goika) oraz Chobienic (zwyczaj siwków wielkanocnych).

 

Miasteczko Śląskie – 21-22 marca 2015

Uroczystość topienia Marzanny, Miasteczko Śląskie

Uroczystość topienia Marzanny, Miasteczko Śląskie

W weekend 21-22.03  zrealizowaliśmy pierwszy wyjazd naszego projektu. Ekipa wyruszyła w następującym składzie: Klara Sielicka-Baryłka i Magdalena Guziejko (Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie),  Marta Malina Moraczewska (Wikimedia Polska), Aleksandra Polakiewicz (wolontariuszka PME) + kierowca z rolą wspierającego operatora kamery – Mariusz Horoś (PME).

Jadąc, zahaczyliśmy o Cynków, gdzie stoi zabytkowy drewniany kościół, który udokumentowaliśmy, udzieliliśmy też wywiadu przez telefon do audycji na żywo Wikiradia. Dojechaliśmy do Miasteczka Śląskiego, gdzie po odnalezieniu noclegu, ruszyliśmy dalej: najpierw w lokalnym MOK-u zrealizowaliśmy wywiad z kierownikiem panem Patrykiem Tomiczkiem. Następnie udaliśmy się już do Brynicy, gdzie zbierali się ludzie na pochód: odświętnie ubrani mieszkańcy z marzannami i gaikami, orkiestra w galowych strojach. Ruszyliśmy po chwili z wszystkimi przy dźwiękach orkiestry i z naszym okablowaniem ku mostkowi nad rzeką Brynica. Tam zarejestrowaliśmy śpiewy (dostaliśmy teksty wydrukowane) oraz cały obrzęd topienia marzann i marzanioków. Nastąpił powrót pod budynek OSP – znowu przy towarzyszeniu orkiestry. Mieszkańcy wracali teraz już z samymi gaikami udekorowanymi – parę kukieł jednak się ostało i przywieźliśmy je do muzeum. To także rejestrowaliśmy.

Mieszkańcy w pochodzie z gaikami, Brynica

Mieszkańcy w pochodzie z gaikami, Brynica

Uczestnicy weszli do Sali w OSP, a za nimi orkiestra i kobiety z gaikami. Odśpiewano piosenki, i zaczęto jeść żur. Tego nie posmakowaliśmy, bo już mieliśmy poumawiane osoby do rozmów, albo w trakcie nawzajem sobie te osoby podsyłaliśmy. Nagrania robiliśmy na zewnątrz, bo pogoda była piękna. Wywiadów udzieliła nam reprezentacja zespołu folklorystycznego ‘Brynica’ (prześlą nam książkę o Miasteczku Śląskim i zespole), czyli kilka pań i panów, także porozmawialiśmy z panem Robertem Garstką, kulturoznawcą i  fotografem. Rozmawialiśmy też z panem Mariuszem Jarzombkiem, byłym radiowcem,  dziennikarzem, propagatorem lokalnej tradycji, gwary itd. Pan Patryk, Mariusz i pani Barbara Fischer z zespołu już są znajomymi na Facebooku i podsyłają bardzo ciekawe linki i informacje, które bardzo przydadzą się do tworzenia artykułu w Wikipedii.

 

Topienie Marzanny, Miasteczko Śląskie

Topienie Marzanny, Miasteczko Śląskie

Mieszkańcy dość szybko uciekli, nie było długiego siedzenia do nocy (bo Wielki Post). Następnego dnia z rana zrobiliśmy jeszcze dokumentację samego Miasteczka Śląskiego. Tu galeria zdjęć z wyjazdu (będą jeszcze dodawane). Dodam jeszcze, że zostawiliśmy w MOK-u materiały z projektów PME oraz materiały o Wikipedii. Pogoda była super, ludzie przemili i kontaktowi, obrzęd jakby sobie każdy etnograf wymarzył, a wywiady ciekawe.

 

Klara Sielicka-Baryłka, Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie

 


 

Chobienice – 4-6 kwietnia 2015

Całą ekipą w składzie Klara, Dorota, Mariusz, Borys i ja dotarliśmy do Chobienic już w Sobotę (04.04.15). Zatrzymaliśmy się w hotelu „Podzamcze” w Zbąszyniu. Lokalizacja była bardzo ciekawa. Mały hotelik znajduje się w wielkim, starym parku, po którym biegają wiewiórki. By do niego dotrzeć, nasz czerwony wikisamochód musiał pokonać fosę/kanał z drewnianą przeprawą, oraz zabytkową bramę z wieżą pochodzącą z przełomu XVI/XVII wieku. Hotel zlokalizowany był na skraju parku, przy rozległym Jeziorze Zbąszyńskim. Trochę wbrew wcześniejszym planom postanowiliśmy wyruszyć muzealną ekipą na rezurekcję już tego samego dnia; chcieliśmy, by mieszkańcy mogli przywitać się z nami przed uroczystością. Niestety nie zdążyliśmy spotkać się z nimi przed mszą świętą, dlatego postanowiliśmy zaobserwować oraz nagrać obrzędy religijne Wielkiej Soboty oraz Niedzieli Wielkanocnej.

Siwki w Chobienicach

Siwki w Chobienicach

Była godzina 22. Wierni wchodzili do świątyni ze świecami od chrztu. W środku grała orkiestra dęta, a kościół był wypełniony tak szczelnie, iż nie mogliśmy wejść do środka. Postanowiliśmy dostać się do zakrystii, by przywitać się z kimś z lokalnej społeczności i przy okazji nagrać trochę wnętrza. Mariusz miał okazję nagrać nietypowe ujęcia zza ministrantów, krzątających się przy obchodach. Po części kościelnej następuje procesja, którą udało nam się zarejestrować. Msza zakończyła się długimi podziękowaniami i pozdrowieniami księdza skierowanymi do nas – gości z Warszawy, którzy mają oglądać Siwki.

Po wyjściu z zakrystii otoczyła nas grupa obcych osób – sołtysowa, ksiądz, Pani radna, oraz Pani Dorota – lokalna nauczycielka muzyki. Wieczór spędziliśmy w domu Pani sołtysowej. Przedstawiono nam bardzo ciekawe dokumenty, zdjęcia, opowiedziano wiele historii, które nagraliśmy, jednym słowem zafundowano nam wspaniały etnograficzny wieczór. Następnego dnia odezwał się do nas koźlarz – Jan Prządka, spotkaliśmy się z nim zaraz po śniadaniu. Od razu przeszliśmy do nagrania, wypytaliśmy o miejscowe zwyczaje. Rozmowę musieliśmy zakończyć w pośpiechu, ponieważ o 11 byliśmy umówieni w chobienickiej sali wiejskiej, która jest corocznym miejscem spotkań przebierańców. Udało nam się nagrać parę wypowiedzi organizatorek, gdy zbierali się uczestnicy pochodu. Większość z nich przyszła już w przebraniu; nagraliśmy rozmowy wypytując poszczególne postaci o ich funkcje i odczucia. W tym czasie Borys i Dorota dokumentowali wszystko kamerą i aparatami. Zgodnie z planem o 12 pojawił się przewodnik pochodu – kościelny; tym razem w stroju policjanta. W pochodzie szło w sumie 2 policjantów, niedźwiedź, siwki, kominiarze, chłop z babą trzymający koszyk na dary. Oprócz nich byli również grajkowie z akordeonem i saksofonem.

Siwki

Siwki

Uczestnicy szli raczej powoli, czasem kominiarze wybiegali naprzeciw dzieci, które biegały po wsi. Wizyta w domu gospodarza jest bardzo typowa dla tego typu pochodów. Policjant puka, dzwoni i gwiżdże; po otwarciu drzwi kominiarze smarują domowników sadzą, życząc wesołych świąt, a baba z dziadem podstawiają kosz na ewentualne dary. Ciekawym i nowym dla mnie elementem jest wypisywanie mandatów przez policjantów. Są to przygotowane wcześniej kartki, z napisem „mandat świąteczny”, które podpisuje się określoną żartobliwie kwotą. Kwit taki mobilizuje ludzi do podzielenia się z policjantem drobnymi. Korowód idzie dość powoli, nie widać tam typowych dla pochodów poganiaczy, którzy pilnują zwartości grupy i popędzają ją. Część tych funkcji przejął policjant, jednak szedł on na przedzie, wypisując mandaty i rozmawiając z domownikami. Dodatkowo zatrzymywane były wszystkie przejeżdżające samochody. Mieszkańcy często z nami rozmawiali, zapraszali na kawę.

 

Ja z Mariuszem o 16 wyjechaliśmy pociągiem do Poznania. Klara z Dorotą i Borysem mieli okazję zobaczyć ostatni etap pochodu; przebierańcy odwiedzili dom sołtysowej, przeszli przez starszą część wsi, po czym zmęczeni ponownie zgromadzili się w sali wiejskiej, by podzielić zebrane pieniądze i łupy. Wyjazd był bardzo udany, pogoda – mimo niskiej temperatury – nie zawiodła nas wcale. Oto zdjęcia z wyjazdu.

Piotr Zalewski

 

Komentarze są wyłączone.